Wczoraj, skończyłem kolejny trening. Biegać zacząłem o 21:38, gdyż wcześniej byłem w pracy. W planach było 40 minut biegu. Po 2 km, pomyślałem, że chcę dziś dobić do 7km. Tym bardziej, że na ostatnich dwóch treningach jakoś już prawie tyle było. Tylko, że nic na siłę. Ale po kolei.

Ogólne warunki do biegania dobre. Powietrze chłodne, biegało się dobrze. Więc jak wspomniałem wyżej, po 2km naszła mnie ochota, by zrobić 7km. Na treningu wcześniejszym, bez jakiegokolwiek żyłowania zrobiłem 6,6km. Pomyślałem więc, że nie powinno być problemu. A jednak…
Nie żebym czuł się zdołowany, wprost przeciwnie, uważam, że trening był dobry, a że jednak nie zrobiłem 7km – cóż tak bywa.
Trasę wybrałem identyczną jak ostatnio. Chciałem także, by z każdym kilometrem biec minimalnie szybciej, czasy wyglądały tak:
1km- 6:22
2km- 6:14
3km- 6:01
4km- 6:33
5km- 5:44
6km- 5:54
580m – 3:14
Na 4 km kierowca zapytał o drogę, więc siłą rzeczy z pół minuty dostałem gratis 🙂
Ogólnie w zasadzie się udało, każdy kilometr trochę szybciej, poza może 6 km, który jednak był wolniejszy niż 5km.
Cóż mogę jeszcze powiedzieć, po treningu czułem się dobrze, a zabrana bluza, którą ostatnio częściej zabieram to bardzo fajna rzecz, bo przynajmniej nie jest zimno jak się kończy biegać 🙂
Jutro, czyli w poniedziałek czeka mnie pierwsza godzina biegu. W planach całkowity spokój, nie liczy się odległość, którą przebiegnę, a czas trwania. W dodatku zaczynam przed 7 rano, a potem do pracy 🙂 i dwa dni wolnego od biegania.
Zaczynam myśleć nad tym, by zmienić mój cykl biegania, tak by w niedzielę był najcięższy trening. Dziś rano wpadłem na pomysł, że może zacznę biegać co dwa dni, aż wypadnie bieganie w niedzielę, a potem może jakiś plan na 10km.
Dodaj komentarz