Zakończony 11 tydzień biegania – 60 minut biegu

A więc wreszcie mam za sobą 60 minut biegu. Pierwszy raz w życiu biegłem tak długo i tak daleko, bo w sumie 9,11km. Do niedawna odległość dla mnie nie do pokonania nawet w marzeniach, a teraz proszę 60 minut i już. A jakby tego było mało to dodatkowo jakoś specjalnie zmęczony nie byłem, choć po kolanach i mięśniach czułem, że to dużo.

Zakończony 11 tydzień biegania - 60 minut biegu
Zakończony 11 tydzień biegania – 60 minut biegu

Oczywiście na początek muszę się poskarżyć na telefon, który pierwszy raz w tym tygodniu treningów dał plamę. Po 12 minutach biegu się zresetował. Najpierw zwolniłem, chciałem ciągłość mieć na mapie, po zrzuceniu danych z gps, lecz po chwili zrezygnowałem.

W końcu liczy się czas biegu, a nie jakaś tam mapka na necie. Więc po prostu zacząłem dalej biec i włączyłem endomondo, kiedy była taka możliwość. W tym czasie udało mi się zaliczyć jakieś 300 metrów.

Dziś biegałem po lesie i znów sam. Biegało się dobrze. Zresztą najsłabszy w tym temacie miałem bieg w zeszły poniedziałek, a tak to zazwyczaj biegnie mi się dobrze. Dodam nawet, że tak zająłem się dziś bieganiem, że jak w pewnym momencie się okazało, że zostało mi 16 minut biegu to byłem zdumiony, że to tak szybko.

No i oczywiście nie muszę chyba mówić, że jednak bieg po lesie to jest to „co misie lubią najbardziej”. Gdy skończyłem od razu ubrałem bluzę, bo jednak dzisiaj było chłodno, a etap rozciągania przełożyłem na po powrocie do domu. Jak zaznaczyłem we wstępie, poczułem w końcówce biegu kolana, a raczej głównie prawe. Myślę, że to przez wagę swoją i długość biegu, tym bardziej, że poczułem to w końcówce – 49 minuta.

W czasie kąpieli w domu zastosowałem zimny prysznic na kolana. W tej chili, tzn. po 6 godzinach od zakończenia biegu nic nie boli, zresztą, samo kolano nie bolało już, gdy było po kąpieli.

Jakie czasy dzisiaj? Ano takie jak poniżej:

1km – 6:35

1.840m – 6:02

Tutaj 300m bez pomiarów

i od nowa:

1km – 7:18 – coś tu wolno było

2km – 6:42

3km – 6:24 – najszybszy odcinek

4km – 6:34

5km – 6:57

6km – 6:55

970 metrów – 5:44 – i to byłby najszybszy kilometr, gdybym zerknął na telefon i jeszcze go wyłączył kiedy skończyłem biec.

A więc w całości 9,1km w 60 minutach to tyle ile mniej więcej oczekiwałem po dzisiejszym treningu. Treaz dwa dni wolnego, a w czwartek 50 minut biegu, sobota 50 minut i poniedziałek znów 60minut.

 

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *